O MNIE


Nazywam się Andrzej Makoś. Urodziłem się na Śląsku w Siemianowicach , a mieszkałem w Rudzie Śląskiej, więc gwara śląska nie jest mi obca. W 1960 roku, w związku z pracą ojca przeprowadziliśmy się do Zabrza, gdzie przebywam do chwili obecnej. Tutaj skończyłem podstawówkę nr 41 i III Liceum Ogólnokształcące Moja klasa , a następnie Projektowanie i Budowę Kopalń na Wydziale Górnictwa Politechniki Śląskiej w Gliwicach. W 1980 roku podjąłem pracę w zabrzańskiej kopalni „Makoszowy”, gdzie przepracowałem 26 lat, co uprawniło mnie do przejścia na emeryturę. W czasach młodzieńczych kopałem piłkę na podwórku jak wszyscy, potem dłuższy czas zajęła mi koszykówka. Mam nawet parę medali, w tym 3 miejsce drużynowe w Polsce w 1974 roku wśród szkół średnich. Rower miałem zawsze. Dziadek nauczył mnie jeździć bez dodatkowych kółek i pamiętam jak dumnie pedałowałem wokół mojego bloku, gdy miałem 5 lat.

Po średnim rowerze przyszedł czas na coś poważniejszego, pierwszy szosowy, marki "Kobuz”, w którym spawałem pękniętą ramę i który mi skradziono. Następnie odkupiłem czeski rower "Eska”, nieźle kręcił i do dziś stoi na strychu. Praca spowodowała upadek kolarstwa. Odrodziło się gdzieś koło 2001 roku, kiedy kupiłem zwykły rower mojemu synowi. Od czasu do czasu podkradałem mu go i trochę jeździłem. Spodobało mi się i pojechałem do Czech kupić Authora "Spirit". Dzienne długości byłe coraz dłuższe, okolica miejsca zamieszkania coraz bardziej poznana. W 2005 roku zacząłem jeździć na wspólne wyjazdy z grupą podobnych mi zapaleńców W drużynie Leonteam na trasie do Krakowa, co dawało wiele przyjemności i poznałem wielu niesamowitych ludzi. Do ciekawszych eskapad zaliczam trasę dookoła Tatr i wypad do Pragi, oraz 200km wyjazd z Zabrza do Wisły przez Salmopol i z powrotem. W 2006 roku wyeksploatowanego do granic "Spirit'a" zamieniłem na Authora "Synergy". W tym też roku podjąłem pierwsza dłuższą wyprawę.



Moi koledzy przeważnie nie uprawiają żadnego sportu, poruszają się ciężkawo, wątpię więc, żeby przejechali taki dystans rowerem.A muszę powiedzieć, że jazda rowerem pomaga, bo wszelkie choroby i dolegliwości przechodzą, jakby organizm sam się bronił. To skutek przystosowania do ciężkich warunków. Upały w Turcji były czterdziestostopniowe, a nam to w ogóle nie przeszkadzało.

Valid XHTML 1.0 Transitional

| FORUM | WIĘCEJ O NAS | DO GÓRY
Copyright © 2011 --- GOŚCI NA STRONIE :