KWI 30 2012 89 km - 3 KOLARZY 24°C


DS

Majowy weekend to czas podróży. Tym razem nowym samochodem Janka pojechaliśmy w trójkę do Bukowiny Tatrzańskiej. Roman zarezerwował miejsca przez Internet. Nocleg w typowym góralskim domu na wylocie z miasta, kwatera po 30 złotych od osoby, znaleźliśmy ją bez problemów. Na miejscu zrzuciliśmy rowery z bagażnika samochodu i ruszyliśmy na wycieczkę. Gospodarz polecił nam trasę przez Brzegi, aby ominąć Łysą Polanę. Naszym celem było Zelene Pleso na Słowacji. Byliśmy tam z Jankiem w 2005 roku, kiedy podróżowaliśmy dookoła Tatr Wysokich. Dzień bardzo słoneczny, cieplutko i bezwietrznie. Po ostrym zjeździe jesteśmy na Słowacji w Podspadach. Trzeba następnie wspiąć się na przełęcz Zdziarską ( 1081), aby dojść do najprzyjemniejszego etapu wycieczki- prawie 15 km zjazdu w dół Doliną Zdziarską . W uszach szumiał wiatr, a że ruch tutaj sporadyczny, można rozwijać spore prędkości.

Docieramy do Tatrzańskiej Kotliny i skręcamy w prawo w kierunku Tatrzańskiej Łomnicy. Postanowiliśmy zejść obiad, aby nie zdobywać Tatr o pustym brzuchu. Jedliśmy w naszej knajpie, która odwiedzamy za każdym razem, gdy tu jesteśmy. Zupa 1,5 euro, dobra i pożywna. Drugie danie 6 euro. Wracamy z powrotem i za miejscowością Matlary skręcamy na szlak, który prowadzi Doliną Kiezmarską Białej Wody.Droga od tego momentu jest szutrowa, stromo wznosi się przez przerzedzony wichurami tatrzański las.

W miarę zdobywania wysokości drzew przybywa i kolejne 5 kilometrów widoki na góry są mocno ograniczone. Nawierzchnia natomiast w normalnych warunkach szybko się wzmacnia kamieniami, niestety luźnymi i zajmującymi całą szerokość traktu, natomiast śnieg zupełnie uniemożliwia jazdę. Trudy podjazdu wynagradza z nawiązką wysokogórska panorama, która towarzyszy nam przez ostatnie dwa kilometry.

Mijamy jeden o potem drugi mostek, kręcąc miarowo i nabierając wysokości (1200). Tutaj trzeba zsiąść z rowerów, oblodzona droga nie daje szans na poruszanie się w ten sposób. Pieszo udajemy się dalej. Wkrótce pokazuje się śnieg, zalegający na szlaku. Jest mokry i łatwo w nim się zapaść. Idę powoli, bo boli mnie kostka, chłopaki pognali do przodu..

Co chwila potok wody przepływa przez trasę, z biegiem czasu, gdy buty już solidnie mokre, przestaje na to zwracać uwagę i9 idę środkiem strugi. Na wysokości Polany Kiezmarskiej ukrywam rower w krzakach, teraz znacznej łatwiej się poruszać, niczego nie trzeba pchać pod górę. Ścieżka prowadzi wzdłuż Zielonego Potoku, bardzo malownicza okolica. .

Chata nad Zielonym Plesem jest na wysokości 1551 m n p m. GPS wskazywał wysokość 1490m, do celu brakowało jakięs 500m. Zauważyłem Janka, który wracał. Była godzina 14 popołudniu, pora była zawrócić. Byłem piekielnie zmęczony, więc zawróciłem. Zazdrościł mi, że nie mam roweru, sam musiał go taszczyć i bardzo narzekał.

Roman dotarł do schroniska i podziwiał piękną okolice bez nas, miał niespożyte siły i wytrwałość.
My już tam byliśmy, dlatego zawróciliśmy bez żalu. Następnym razem będziemy tu pod koniec lata, żeby swobodnie poruszać się na rowerze. .

Schodząc z powrotem nie zapomniałem zabrać roweru. Po pewnym czasie dogonił mnie Romek i razem zaczęliśmy zjazd już na ukochanym rowerze za drugim mostkiem. Janka na dole nie było, więc w dwójkę ruszyliśmy w kierunku domu. Spotkaliśmy go przed sklepem w miejscowości Zdziar. Jak wiadomo trzeba było teraz zrobić 15 km podjazd, ale jakoś poszło. Kolejny podjazd przez Brzegi jest równie emocjonujący, zwłaszcza po całodniowej eskapadzie..

Wieczorem w kuchni Roman serwował fasolkę po bretońsku. Potem nastąpił turniej tenisa stołowego i cymbergaja.